Beskid Śląski Tour 2011

Jak to często bywa w słoneczne niedziele, tak i w tą spotykamy się na lotnisku w bielskich Aleksandrowicach. Godzina 10:00. Grzesiek już czeka. Pozostałych póki co nie ma. Po chwili pojawia się Konrad... i to chyba na tyle. Reszta, ponieważ to "leszcze", nie dojechała, zaspała, zapomniała o zmianie czasu lub znalazła inną wymówkę aby kisnąć w fotelu oglądając F1 - bez Kubicy - bezsens, ich strata. Najpierw atakujemy Jaworze, potem Brenną i po krótkim postoju przed sklepem w Górkach Wielkich zdobywamy Ustroń. Stamtąd do Cisownicy (drogą na Cieszyn) i dalej w kierunku Dzięgielowa i Trinca. Z daleka Czechy witają nas białym dymem z kominów trineckiej huty. Po dość długiej wspinaczce spory kawałek zjazdu pozwala odpocząć i ruszyć dalej w kierunku Jablunkova i z powrotem do Polandii. Niestety nikt w międzyczasie nie chciał tejże zamienić za coś lepszego/normalnego. Przekraczamy granicę w Bukowcu i atakujemy pierwszy poważniejszy podjazd na naszej trasie. Niby to tylko 12% ale mamy już za sobą 62km bynajmniej niepłaskiej trasy i do tego pokonanej na góralach z terenowymi oponami. Jazda po szosie na kapciach 2,2" ważących 680g+230g dętka może dać się we znaki. Kolejny postój na uzupełnienie zakupów robimy przy nowopowstałym rondzie, które zastąpiło beznadziejne skrzyżowanie z drogą Istebna-Jaworzynka. Teraz czeka nas prawdziwy zaszczyt minięcia po prawej wioski Małysze (w nawiązaniu do wczorajszego benefisu Adama Małysza głośny wiwat). Potem już mozolna wspinaczka do Koniakowa i wreszcie wdrapujemy się na Ochodzitą. Nie żeby obok nie było szlaku rowerowego omijającego ten dobijający podjazd ale w końcu widoki są ważniejsze niż kolejne kilkaset kilokalorii. Teraz już tylko zjazd do Milówki (Golców nie widzieliśmy) przez Szare (bokiem - a co!) skąd dalej do Węgierskiej Górki. Na żywca, perfidnie olaliśmy Żywca (i Żywiec), w końcu prowadzimy pojazdy mechaniczne, i skręciliśmy do Radziechowego. Manewr bardziej ratujący życie, niż mający cokolwiek wspólnego z "wychowanie w trzeźwości" bo jazda przelotówką przez Żywiec do przyjemnych, zdrowych i bezpiecznych nie należy. Jak wtajemniczeni wiedzą kierowcy z rej. SZY mogą śmiało rywalizować z posiadaczami "blach" KNS i tylko nieznacznie ustępują głupocie tym z KLI (nie umniejszając dobrym kierowcom, bo przecież nawet tam są wyjątki). Ale dość o polskich drogach i lokalnych rajdowcach bo na jedno i drugie szkoda słów. Za to nie szkoda było nam wdrapać się na kilka górek i dojechać do Lipowej. Boczne drogi, mały ruch i ładne widoki. Oto co mieliśmy przed sobą aż do samego Szczyrku. Stąd już niestety główną, ruchliwą drogą do Bystrej i Bielska, gdzie większość trasy przejechaliśmy "ścieżką rowerową" wyjątkowo nie będącą pod okupacją pieszych i ich piesków. Jednak jak zawsze jakiś burak się trafi i tenże został potraktowany "z bara" z prędkością 30km/h. Ot, dla zasady, taki to pewnie nawet za głupi, żeby zrozumieć o co chodziło, skoro nie rozumie czerwono-białych linii i znaków wymalowanych co 10m informujących o tym, że debil jeden lezie po ŚCIEŻCE dla ROWERÓW a nie chodniku znajdującym się 1m w lewo... Znowu szkoda gadać... Nie gadając więcej jedziemy do Gemini skąd rozjeżdżamy się do domów dogorywać po ponad 120km katowania góralem po szosie!

Relacja: piaseq

 
Wszystkie materiały zamieszczone na stronie są własnością bbRiderZ.pl. Udostępnianie, wykorzystywanie, publikowanie bez pisemnej zgody jest zabronione.
Nierod, PSQ