Na Kocierz Rychwałdzką

Tam ta ram tam, tam Grzesiu się spóźnił! Ha! A ja nie! Cóż za wspaniały początek wycieczki! Ale do rzeczy: w dniu dzisiejszym postanowiliśmy wraz z Grzesiem i Markiem zaatakować Kocierz trasą przez Przegibek. Tym samym DZIESIĘĆ po ósmej ruszyliśmy spod Kauflandu na podbój dziurawych i śmierdzących spalinami wspaniałych dróg Najjaśniejszej RP. Zjechaliśmy usianą szkłem "ścieżką rowerową" do ul. Partyzantów i pojechaliśmy do Straconki gdzie czekał na nas Marek. Daro "Diesel" z przyczyn nieznanych nie stawił się niestety... przynajmniej na razie :) Podjazd pod Przegibek bez żadnych niespodzianek. Tym razem nie musiałem znosić trzaskającej korby i przeskakującego łańcucha ponieważ nowe blaty i ich ząbki sprawowały się wyśmienicie. Moje ząbki natomiast głęboko wcinając się w resztki kierownicy pomagały mi dzielnie trzymać koło Markowi. Po kilkunastu minutach osiągnęliśmy szczyt Przegibka i po krótkiej przerwie ruszyliśmy w dół do Międzybrodzia i dalej do Porąbki. Tam krótki postój na zakupy i już bocznymi drogami pokręciliśmy w kierunku na Kocierz. Wymordowawszy się na samą górę obowiązkowa fotka dokumentująca cel wyjazdu po czym "zerwaną" drogą ruszyliśmy do Tresnej. Jakie było moje zdumienie, gdy w miejscu gdzie osunęła się droga zobaczyłem nowy, równy asfalt oraz inteligentnie wycięte drzewa na poboczu... jedyny element jako tako trzymający całe zbocze... Złota Kupa dla naszych myślących inaczej drogowców. Do Tresnej dojechaliśmy spokojnie bez większych przygód. Kilku zabłąkanych-obłąkanych SZY nie znało definicji metra ale o dziwo obyło się bez aktów większej głupoty. Tą zabłysnął dopiero jakiś dzieciak w wózku na sułkowickich (KSU) tablicach. Żebyśmy chociaż jechali obok siebie, albo środkiem... ale nie! My grzecznie, prawą stroną, ruch spory na tej trasie, więc nic takiego nam nie przyszło do głowy. A tu burak zaczyna trąbić, zajeżdża nam drogę, hamuje... No ludzie, skąd tacy się biorą?! Kochaniutki, masz problem, zaparkuj autko, wysiądź i spróbuj wtedy wylać swoją frustrację na nas. Nawet byśmy chętnie pomogli. Odwagi jednak zero... podobnie jak mózgu w czaszce. Pożegnawszy odwagę pana Zero środkowymi palcami pojechaliśmy dalej do Międzybrodzia i z powrotem na Przegibek. Tam oczekiwał nas już niezmordowany Darek. A jednak motorek zaskoczył. W sumie sądziłem, że diesle tylko w zimie kiepsko palą ;) Wspólny powrót do Bielska już bez przygód i niespodzianek. Dojechaliśmy do domów tuż przed burzą... a co to była za burza :) Pioruny tłukły aż miło. Z tego co pisali w gazetach niejaki Konik mógłby coś bliżej nam o tym powiedzieć. Hihi, Konik, mokro było? :>

Relacja: piaseq

 
Wszystkie materiały zamieszczone na stronie są własnością bbRiderZ.pl. Udostępnianie, wykorzystywanie, publikowanie bez pisemnej zgody jest zabronione.
Nierod, PSQ