Barania Góra

W sobotę wszyscy zainteresowani wypadem niedzielnym, martwili się o pogodę. Muszę przyznać, że mój optymizm mnie nie opuszczał i cały czas wierzyłam, że wyprawa na Baranią Górę dojdzie do skutku. Poranek, co za cud - przywitał nas pięknym słońcem. Zielone światło się zapaliło ! Można ruszać w drogę.



O 9 jako pierwsza pojawiłam się na miejscu zbiórki przy Strusiu. Po chwili dołączył Maciek, Grzegorz, Marcin oraz Marco. Zadowoleni, że pogoda Nas pozytywnie zaskoczyła ruszyliśmy na Baranią Górę. Szybko dotarliśmy do Wisły. Poczucie humoru wszystkim dopisywało, twarze były roześmiane, a ja dodatkowo dostałam świeżutką marchewkę od Maćka - nie ma jak zjeść witaminy przed podjazdem na Baranią :)). Dlaczego marchewka się pojawiła – napiszę przy okazji. Mijając po drodze Jezioro Czerniańskie ruszyliśmy w stronę Trawersów Baraniej Góry. Maciek i Marco ruszyli przodem z "kopyta" - zachciało im się wzajemnej rywalizacji :)). Nasza trójka, ciut spokojniej rozpoczęła podjazd na Baranią. Delektując się pięknymi widokami, których nie sposób było nie oglądać - jechałam tą trasą pierwszy raz - dotarliśmy na Baranią Górę. Spotkaliśmy się w umówionym miejscu z Maćkiem i Marco.



Zgodnie z planem, ruszyliśmy w dalszą drogę, kierując się na Przełęcz Salmpolską. Po drodze oczywiście nie obyło się bez pozowania do zdjęć. Marcin profesjonalnie wyposażony (z mega fajnym statywem na aparat), przyjął funkcję profesjonalnego fotografa:)). Nie brakowało również błotka, dzięki któremu wyglądaliśmy bardzo elegancko jak przystało na BbriderZ. Na Salmpopolu Maciek i Marco opuszczają Nas, ponieważ chcą jeszcze zaliczyć po drodze Klimczok. Pogoda zaczyna się psuć, więc szybko się ubieramy w cieplejsze ubrania i ruszamy na Brenną. W Brennej tradycją staje się już przerwa na kawę - o dziwo w promieniach słońca - trochę nas to słoneczko rozleniwiło. Czas jednak gonił i trzeba było wracać do domu. Ruszamy do Bielska, przez Górki, Biery i Jaworze.



W Jaworzu napotykamy deszcz, Grzegorz z Marcinem kryją się na przystanku, ja jadę dalej. Myślę sobie co mi tam deszcz, gdy w głowie huczą myśli: zdobyłaś Baranią, przejechałaś 98 km (twój najdłuższy jak do tej pory dystans), raczyłaś się pięknymi widokami, spędziłaś czas w świetnym towarzystwie - wszyscy chorują na to samo co ja "cyklozę" - to co mi tam może zrobić deszczyk – dobra to było ulewa ;))). Przynajmniej rower się umył....... Może jednak warto było schować się na tym przystanku…..hahaha



Relacja: Marzen

 
Wszystkie materiały zamieszczone na stronie są własnością bbRiderZ.pl. Udostępnianie, wykorzystywanie, publikowanie bez pisemnej zgody jest zabronione.
Nierod, PSQ