Orłowa by Eplan Team

Korzystając ponownie z ładnej pogody, która trzymając się wręcz pazurami na przekór prognozom, postanowiliśmy w firmowym składzie zdobyć Orłową. Plan nie był zbyt dalekosiężny na początek, ponieważ dalsza część wyprawy zależała od tego ile osób przeżyje pierwszą górę. Podjazd zaczęliśmy z prawie dwugodzinnym poślizgiem z powodu skumulowanej awarii sprzętowej u Krzesza. Najpierw dętka, potem tylny hamulec zmusiły go do zaliczenia pit-stopu w pobliskim Skoczowie.. Potem jeszcze serwis w Gorkach Wielkich i dopiero mogliśmy ruszyć na szlak. Ten standardowo wiódł przez Brenną-Leśnicę w kierunku Orłowej. Atakowaliśmy znaną z poprzednich wypadów drogą gospodarczą na przełęcz pod Orłową. Z początku łatwa i przyjemna jazda zamieniła się, przynajmniej dla Sosena i Krzesza, w intensywny spacer. Dla Sosena była to pierwsza prawdziwie górska wycieczka. Do tego jechał na nowiutkim rowerze zakupionym kilka dni wcześniej, tak więc gdy obydwoma kołami stanął na Orłowej można było śmiało powiedzieć, że chrzest bojowy zakończył się sukcesem! Niestety Krzeszu nie miał tyle szczęścia. Po złudnej chwili spokoju musiał zawrócić z powodu pękniętej osi tylnej piasty... Szkoda... W ten oto sposób na placu boju pozostałem tylko ja oraz Sosen i nie mając wielkiego wyboru pojechaliśmy w stronę Trzech Kopców. Z racji jazdy na nowych oponkach Kendy, konkretniej Karmach 2.0" folding, zwracałem szczególną uwagę na zachowanie sprzętu a szlak stanowił sprawę najmniejszej wagi. Oponki o dziwo sprawowały się wyśmienicie pomimo niezbyt pokaźnego rozmiaru. Szczególnie dała się zauważyć ich dobra przyczepność w zakrętach i ogólnie małe opory toczenia. Zadowolony z zakupu mogłem znowu skupić się na jeździe. Niezbyt znanym singletrackiem pokonaliśmy trasę spod Białego Krzyża na Grabową, gdzie urządziliśmy sobie krótką przerwę. Następnie kontynuowaliśmy jazdę w stronę Starego Gronia. W międzyczasie Sosen nabrał takiej pewności siebie, że na zjazdach zaczął rozwijać prędkości zbliżone do samobójczych. O dziwo do Brennej zjechaliśmy razem i do tego cali i zdrowi. Wygląda na to, że mamy albo kolejny materiał na prawdziwego "górala"... albo szaleńca-samobójcę. Biorąc pod uwagę brak doświadczenia kolegi to raczej to pierwsze nastąpi jeśli to drugie go wcześniej nie ożeni z przydrożnym drzewem. Pożegnawszy kolegę w Górkach Małych udałem się w drogę powrotną do domu przez Jaworze. Trasa wyszła słuszna - i bardzo dobrze.

Relacja: piaseq

 
Wszystkie materiały zamieszczone na stronie są własnością bbRiderZ.pl. Udostępnianie, wykorzystywanie, publikowanie bez pisemnej zgody jest zabronione.
Nierod, PSQ