Wyborne Skrzyczne

Dziś udowodniliśmy sobie wszyscy, że spontaniczność to najlepszy doradca. Już tak to bywa,że ciężko czasem się zebrać do kupy w jednym terminie na zaplanowana wyprawę. Więc wniosek jest jeden- nie planować . Tak też było z dzisiejszym wyjazdem na Skrzyczne, a efekt tego spontanicznego pomysłu przeszedł chyba nasze najśmielsze oczekiwania.
Wszystko zaczęło się od tego, że Marek na Skrzycznym jeszcze nie był i mieliśmy jechać razem, jakoś w okolicy weekendu. Potem zadzwonił Remik z takimż samym pomysłem. Więc w sobotę wieczorem napisałem na naszej stronie co i jak. Ale to co stało się pod Gemini dziś o 10 rano przeszło moje oczekiwania. Pojawiło się 14 osób!! Ha, piękny widok! Czekając jeszcze na spóźnialskich ( jak zawsze Konrad i tym razem Mirek) ruszamy peletonem w stronę Szczyrku. Jedziemy bocznymi drogami przez Bystrą i Meszną, rozmowy nie milkną, towarzystwo wyborne przecież . Docieramy do Szczyrku ścieżką rowerową i tu zaczyna się festiwal kapci. Jeszcze nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy, ale to właśnie tam się zaczęło. I nie mówię tu o zimowych bamboszach tylko o przebitych dętkach i oponach, których było naprawdę dużo.


Usuwamy awarie i jedziemy przez Szczyrk aż do pętli PKS pod Golgotą. Tam odbijamy w lewo na asfaltową drogę i wspinamy się w górę. Asfalt z czasem zmienia się w jedna z tych,jak to nazywamy, „górskich autostrad” ,czyli drogę do zwożenia drewna. Szeroka płaska wije się serpentynami w górę, odkrawając co jakiś czas piękne widoki. Pogoda nas nie rozpieszcza. Wraz ze wzrostem wysokości robi się coraz zimniej, wyciągamy co mamy do ubrania i jedziemy trochę w dół do przełęczy pod Malinowem, skąd mamy zamiar wspiąć się ma Malinowska Skałę. I tu kolejna guma, tym razem ku zdziwieniu wszystkich, łapie ją Remik. Tak, tak, Remik złapał gumę przez dobicie i to na fulu, jak widać zdarza się najlepszym. Wszystko byłoby super gdyby tam nie było tak zimno. Remik robi koło a my marzniemy. Dojeżdżamy do przełęczy z której zaczyna się dość trudny, techniczny podjazd na Malinowską Skałę. Szczęśliwie wszyscy znaleźli się naszczycie. Kilka zdjęć i jedziemy bo dalej zimno. A i jeszcze filmik ze zjazdu z Malinowskiej, bo zjazd krótki lecz ciekawy.


Potem już groniem na Małe Skrzyczne. Otaczają nas widoki inne niż latem lecz dla nas równie piękne, choć chmury mogły by trochę odpuścić. Krok po kroku, a raczej obrót za obrotem, wdrapujemy się na szczyt Skrzycznego. Ludzi mało, zimno. Wiec zdjęcia, czasem jesteśmy chyba postrzegani jak wycieczka Japończyków. Marco zjeżdża inną drogą wiec się żegnamy i ruszamy w stronę głównej atrakcji dnia, czyli zielony szlak w dół. Najpierw stokiem, potem w lewo na ścieżkę i tu od razu ciasno technicznie, stromo i przepaść. Radzimy sobie, każdy jak potrafi, ale większość zjeżdża oczywiście. Tu jednak następuje kolejna odsłona festiwalu gum, ponieważ Konrad przecina oponę. Zostawiamy go z tym problemem i jedziemy dalej w stronę technicznych elementów, gdzie na niego poczekamy. Przystajemy w lasku na pierwszych korzeniach, zjeżdżamy różnymi sposobami ,niektórzy nawet na tyłku , kręcimy filmiki. Konrad nie dociera, wiec po konsultacji telefonicznej jedziemy na drugą sekcje korzeni ,na której zostajemy na dłużej.


Na drugiej sekcji korzeni bawimy się, szukamy najbardziej ekstremalnych dróg. Remik oczywiście wymyśla cos, co wydawało się nie do zrobienia, i prawie mu się udaje. Niestety na samym końcu przypłaca to glebą. Trochę ucierpiał, głównie jego tylna część ciała i jak się później okazało, hak przerzutki. Marek i ja zjeżdżamy kilka razy, też nie bez problemów, jest mokro, korzenie śliskie, ale o to chodzi . Jest ryzyko jest zabawa .Konrad w końcu dołącza do nas i jedziemy dalej.
Jesień jest piękna lecz liście na ścieżkach powodują, że nigdy nie wiesz na co trafisz, więc są przygody i śmiechu co nie miara Z zielonego odbijamy do Buczkowic na czerwony szlak. Podjazd, potem przeprawiamy się przez skały i w dół. Tu kolejna odsłona festiwalu tym razem ja, powietrze szybko schodzi i pompować trzeba. Która to już guma? Nic to! Śmigamy dalej, droga szeroka trochę kamieni, szlak przecina się z kolejna „górską autostradą”. Zatrzymujemy się bo Remik łapie gumę. Już nie liczymy, będziemy łatać w domu, i tak jest świetnie Zaczyna się rewelacyjny singiel, mało kamieni, ale ślisko. Szlak trawersuje zbocze, wiec ściąga w dół, mostki i rowy dodają uroku, dajemy ostro. Potem na koniec trochę trawki, równie śliskiej i jesteśmy na asfalcie. Zbiórka przeliczenie ekipy, wszyscy są. Część odłączyła się wcześniej ze względu na brak czasu, więc 9 osobowym składem ruszamy asfaltem w stronę domu.


Było super, prawdziwe MTB. Piękne i miejscami trudne Beskidy, doborowe towarzystwo, radość z jazdy, parę gleb i festiwal gum . Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do tego super wypadu, dziękuję za towarzystwo i wspólne kręcenie. Myślę, że sezon został godnie zakończony.



Brali udział:
Marek Konwa, Remigiusz Ciok, Maciej Wojtowicz, Bartosz Osowski, Paweł Piasecki, Grzegorz Słowik, Konrad Dymek, Michał Frączek, Jan Grzępa, Marco Stefanik, Jarek Cichy, Daniel Stekla, Marcin Koźmiński i Mirek Sojka ( którzy odłączyli się wcześniej)

Relacja: Maciej

 
Wszystkie materiały zamieszczone na stronie są własnością bbRiderZ.pl. Udostępnianie, wykorzystywanie, publikowanie bez pisemnej zgody jest zabronione.
Nierod, PSQ